poniedziałek, 4 lutego 2013

Zużycia grudnia i stycznia

Patrząc na moje zdjęcia stwierdzam, że muszę porządnie się za siebie i moje kosmetyki wziąć. Albo ja używam tak bardzo wydajnych kosmetyków albo mam jakiś problem :)
Nie robiłam zużyć w grudniu bo nie byłby za bardzo czym się pochwalić dlatego zrobiłam z dwóch miesięcy. Na szczęście wyrzuciłam do kosza trochę kosmetyków do włosów i z tego bardzo się cieszę.

Pierwszym zdenkowanym kosmetykiem była odżywka Isana z Babassu, która wszyscy i lubili ale i tak została wycofana. U mnie spisywała się na medal jeżeli chodzi o mycie włosów. Do nawilżania była troszkę za słaba.


Kolejny produkt do włosów to też Isana, ale tym razem maseczka z proteinami pszenicy, która kiedyś sprawdzała się u mnie rewelacyjnie. Teraz niestety nie zauważyłam większego wow.


Następny kosmetyk do włosów to balsam nawilżająco-regenerujący Joanny bez spłukiwania. Ma bardzo dużo pozytywnych opinii na Internecie, niestety mnie nie zachwycił. Być może kiedyś dam mu kolejną szansę.


Kolejne denko zobaczył szampon borowinowy 7 ziół z  BingoSpa. Niestety nie lubię wypowiadać się na temat szamponów, ponieważ dla mnie mają one myć włosy, nie podrażniać mi skóry głowy i nie wysuszać włosów. Ten nic takiego nie robił więc uznam, że był dobry :)


Teraz przejdźmy do ciała :) Jest to jedwab do ciała, też firmy BingoSpa, który już kiedyś zagościł u mnie na blogu. Recenzowałam go w TYM poście i tam możecie sobie troszkę o nim poczytać. Powiem Wam, że nie mogłam się już doczekać aż go zużyję. Nie dlatego, że jest słaby, wręcz przeciwnie. Ale jest tak wydajny, że już mi się po prostu znudził :)


Kolejnym produktem do ciała jest olejek Tetesept, którego pokazywałam przy okazji posta na temat peelingu kawowego i mojej wersji. Mieszałam go na dłoni z kawą i od razu aplikowałam na skórę. Poczytajcie na ten temat TU.


Kolejnym olejkiem, który wylądował w koszu był olejek z limonką i oliwkami z Alterry. Na początku zapach bardzo mi się podobał, ale pod koniec już mi się troszkę znudził i zaczął mnie drażnić. Używałam go po kąpieli na wilgotne ciało i spisywał się przyzwoicie, ale raczej nie kupię go ponownie jeżeli wróci na Rossmannowskie półki.


Produktem do twarzy, którego pozbyłam się w tym tygodniu były chusteczki nawilżane dla dzieci marki Huggies. W poście (KLIK) o moim sposobie na OCM, pokazywałam Wam inną wersję tych chusteczek z aloesem i ona bardziej przypadła mi do gustu. Niestety pure nie pachną tak ładnie i są bardziej sztywne. Na pewno ich nie kupię ponownie.



Ostatnim kosmetykiem w tych miesiącach, którego się pozbyłam był lakier Essence w kolorze 34 Walk of fame. Piękny kolor, bardzo lubiłam nosić go jesienią i zimą, ale niestety jakość lakieru pozostawia wiele do życzenia. Zgęstniał tak bardzo, że nic nie jestem w stanie z nim już zrobić, dlatego ląduje w koszu. Znalazłam teraz bardzo podobny lakier z Inglota i nie długo Wam go pokażę :)



I to by było na tyle. Jak na dwa miesiące to uważam, że wynik nie jest najlepszy. Mam nadzieję, że Wam idzie lepiej zużywanie kosmetyków :) Nie pojawiło się nic do twarzy, gdyż niedługo pojawi się post na temat mojej pielęgnacji i zobaczycie tam, że wszystkie kosmetyki są bardzo wydajne.

Pozdrawiam,

8 komentarzy:

  1. Lubię ten balsam babuni, ja wcieram go we włosy rano i nie spłukuje. Świetnie chroni końcówki :):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W takim razie być może kiedyś do niej wrócę :)

      Usuń
  2. Oj tęsknie za tą isanką z olejkiem z Babassu :(



    Zapraszam do mnie :)


    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wiele nas tęskniących w blogsferze :)

      Usuń
  3. Mam bardzo podobny lakier z Essence, u mnie niestety też trochę zgęstniał ale na paznokciach trzyma się prawie tydzień! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety taki ich urok, że szybko gestnieją.

      Usuń
  4. Długo miałaś Isanę z babassu,ja moją ostatnią wykończyłam jakieś 2 miesiące temu ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Uchowala się ostatnia sztuka :-)

      Usuń

Please, make me smile and leave a comment :)